-
Poetic satire prose (still only Polish version, in future will be English one)
Pierwsze spotkanie
Idę raz ulica, patrzę, a tu idzie sledz
W smokingu, pod krawatem, na smyczy prowadzi biała myszkę
Nie to niemożliwe, przetarłem oczy, a on idzie dalej
Sięgnałem więc do kieszeni i wyciagnałem butelczynę.
Spotkanie drugie
Pewnego razu, dawno, dawno temu, a czasy były dobre
Szedłem ulica prosto do domu.
Nagle drogę zastapiła mi restauracja
Skręciłem więc w lewo aby ja ominać
I nie wiem jak znalazłem się w srodku
No cóż siła wyższa
Zasiadłem więc przy stoliku i wypiłem jednego
Potem wypiłem jaszcze ze trzy
Rozejrzałem się po sali
Nie to niemożliwe, przy sasiednim stoliku siedział sledz ( tak własnie sledz )
W smokingu pod krawatem, na smyczy miał biała myszkę i wypijał setę po secie.
A ja to co, gorszy...
Wypiłem jeszcze ze trzy.
Wtedy sledz się zalał i narzygał kelnerowi na tacę
Gdy ten zmieniał mu kieliszek
Potem zdjał krawat i wyczyscił mu buty
Aby się na niego nie gniewał
Z wrażenia wypiłem jeszcze jednego
Przyszedł milicjant, wtedy sledz narzygał mu na czapkę i spróbował zjesć pałkę
A milicjant napluł na kelnera
Przyjechali więc strażacy i rozpalili ognisko, a milicjant zjadał sledzia po sledziu i spiewał.
Strażacy upiekli biała myszkę i wsadzili ja do sikawki
Wtedy zdjałem spodnie i nałożyłem je na ognisko aby nie było pożaru
A pijany sledz nasrał pod bufetem
Strażacy wezwali pogotowie i zjedli węza który się zatruł biała myszka
Potem doktor wlazł w gówno pod bufetem
A kelner wsadził mały palec do butelki i nie mógł go wyciagnać
Jak Boga kocham panie prokuratorze, tak własnie było.
|
|
|
|
|